

![:-] :-]](http://i.wp.pl/a/i/blog/emot/smile42.gif)

Ciężko jest, kiedy zdajemy sobie sprawę jak wiele straciliśmy i jak wiele nas ominęło. Życie szykuje nam wiele niespodzianek niestety często nie są one dla nas miłe. Kiedy matce umiera dziecko to jest największa tragedia, jaka ją może spotkać. Wraz z dzieckiem umierają wszystkie plany i nadzieje na szczęśliwe życie. Kobiety często zamykają się w sobie ze swoim bólem, czują się zranione przez los, życie, boga.
Często społeczność nie rozumie nas „matek po stracie". Ludzie mówią słowa, które zamiast pocieszyć ranią, zamiast wysłuchać, przytulić wesprzeć, to stoją z boku i ignorują sprawę udając, że nic się nie stało. A my w tym pierwszym okresie zaraz po starcie dziecka, najgorszym dla nas czasie właśnie potrzebujemy wsparcia, zrozumienia i na pewno słowa krytyki nie pomogą nam w dojściu do zdrowia psychicznego.
My matki mamy w sobie ogromne pokłady miłości. Kochamy nasze dziecko jeszcze na długo zanim się urodzi. Więc kiedy nagle umiera nam to, na co tak długo czekałyśmy i tak mocno pokochałyśmy czujemy się oszukane, bo przecież test pokazał dwie kreski i lekarz powiedział, że będzie syn, a teraz go niema. Kiedy umiera dziecko, umiera część nas, pozostaje tylko ból, łzy i strach, strach, co dalej z naszym życiem. Ludzie wokół nas myślą, że kilka tygodni wystarczy, żeby dojść do siebie. Ale nie wystarczy, na to trzeba miesięcy, albo lat. Tak naprawdę nigdy się nie dojdzie do siebie, ponieważ jak można żyć, kiedy dziecko umarło. Życie po stracie dziecka już nigdy nie będzie takie samo jak przed stratą. Każda z nas inaczej sobie radzi po stracie dziecka. Jedne kobiety zamykają się w sobie, jedne rzucają się w wir pracy, a inne tak jak ja wyrzucają swoje troski pisząc bloga.
Niedawno minęło dwa lata, od kiedy straciłam synka, choć upłynęło sporo czasu to ból nie minął i łzy ciekną na wspomnienie tamtego dnia, kiedy dowiedziałam się, że Wojtuś umarł. Teraz mam Jasia i zawsze jak mi jest smutno i źle to go utulam i płaczę. Po stracie pierwszego synka chciałam szybko zajść w ciążę, podświadomie wiedziałam, że będzie to najlepsze lekarstwo dla mnie, aby dojść do siebie.
Chciałabym żeby mniej dzieci umierało, chciałabym, żeby mniej matek cierpiało. Kiedyś jak byłam małą dziewczynką jak byłam na cmentarzu to wchodziłam na zakątek gdzie były pochowane małe dzieci i szukałam tego, które umarło najmniejsze. Zawsze z siostrą chodziłyśmy i patrzyłyśmy na te małe grobki na aniołki na pomniczkach i na wyryte smutne słowa w kamieniu. Ale nigdy nie zdawałam sobie sprawy, że i moje dziecko będzie leżało w takim małym grobku z aniołkami na płycie i słowami żalu i tęsknoty wykłutymi dla pamięci.
Niedawno siedząc na cmentarzu przy pomniku, Wojtusia przechodziły obok mnie dwie dziewczynki czytające epitafia na pomnikach małych dzieci. Przypomniałam sobie wtedy, że i my z siostra kiedyś też tak chodziłyśmy czytając te smutne wierszyki-ostatnie słowa posyłane dla dzieci od rodziców.
Życie szykuje nam mnóstwo smutnych niespodziankę, ale nie wolno wam się dziewczęta poddawać nadzieją umiera ostatnia. Mi się udało jestem mama to na ziemi mam synka, a Wojtusiu w niebie nigdy nie zapomnimy.

wtorek, 9 lutego 2010
Licznik odwiedzin: 216450

Mam na imie Gosia, mam 28 lat i mieszkam w Tychach. 9 grudnia 2007r. w 34 tc urodziłam martwego synka- naszego pieknego Wojtusia o wadze :2750 gram i 50 cm długości.
21 listopada 2008 moje marzenie spełniło się i zostałam szczęsliwą ziemską mamą. Nasz synek Jaś urodził się o godzinie 0:25 o wadze 3480 i 54 cm długości. Jestem wreszcie szczęśliwa.
Jeśli chcielibyście dodać jakąś miłą myśl to zapraszam do wpisywania się.
Jeśli chciałbyś do mnie napisać na maila oto mój adres: gotw@wp.pl
Mój nr.gg to : 6675716
W moim blogu opisuje uczucia po smierci synka Wojtusia, a od niedawna troski i radości po narodzeniu się Jasia
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj: